31 października 2016

Stary niedźwiedź wcale nie śpi… - Damian Ukeje „ỤZỌ” Universal Music Polska – zwycięzca The Voice of Poland



Za deszczową szybą termometr coraz bardziej modry, dziadek mróz już wdziewa buty, niedźwiedzie tulą się do ramion Morfeusza…  Taką kolejność przyrody jesień ścieli od wieków. Tegoroczna zima nie będzie jednak skrzypieć śniegiem. I wcale nie z powodu zmian klimatycznych. Jeden „Niedźwiedź” zamiast łapkami snu uciekać przed chłodem, rozszarpał muzycznym pazurem panującą wokół pogodową miałkość. „ỤZỌ” - nowa płyta Damiana Ukeje jest tak gorąca jakościowo, że stopi sople konsternacji fanów mocnego uderzenia, którzy tym materiałem poczują się mocno podrapani. 


Rzeczywiście, oglądając stare odcinki The Voice of Poland (kiedy ten program jeszcze coś znaczył) oraz słuchając poprzedniego materiału, można było przygotować uszy na kolejne uderzenie. Tymczasem uszy same się uderzają o głowę, z zaskoczenia. „ỤZỌ” jest ascetycznym, wręcz pościelowym ego Ukeje, którego artystyczną erupcją jest ballada z Sarsą. „Od połowy” to muzyczny dialog kochanków, który smutkiem podcina żyły słuchaczom. Okazuje się, że serce Ukeje potrafi przepompować krwinki egzystencjonalnych rozterek. Okazuje się, że nie trzeba krzyczeć, by być słyszanym, by postawić znak zapytania i wykrzyknik równocześnie. Magnetyzm tego utworu tkwi w niebanalnym tekście, wokalu „od niechcenia” i pięknej aranżacji. Prawdziwa emocjonalno-muzyczna perła! Ciężko sobie wyobrazić inną „cierpiącą” w tym utworze, niż Sarsa. Czy reszta płyty jest równie chusteczkowym nawiasem dla nadwrażliwców? „ỤZỌ” to fonograficzny stempel dojrzałości Artysty. Słychać, że Ukeje nagrał płytę w zgodzie ze sobą samym. Że nie jest już chłopakiem z talent show, ale mężczyzną ze świadomością życiową i artystyczną. Najlepiej na płycie wypada… Ukeje. Jego wokal jest zdarty jak podeszwy bezdomnego, ale na tym polega jego oryginalność. Damian nie musi już udowadniać, że potrafi śpiewać i nie robi tego. Strunami głosowymi szarpie niezwykle przemyślanie. Raz jest delikatny jak pierzę wyklutego kurczaczka, raz silny jak niedźwiedź. Gdyby nie było tekstów w utworach, tylko nuciłby, to dzięki swojej wrodzonej (tego się nie da nauczyć) zdolności interpretacji też byłby zrozumiany. Bez słów. Walutą tej płyty są również aranżacje. Fuzja gitary akustycznej, smyczków i żywych instrumentów mogłaby być dla Artysty konfuzją. Ale jak zawsze najlepszym pomysłem jest… pomysł. Znakomicie opracowane klimaty utworów tworzą niesamowity eklektyzm brzmieniowy i emocje muzyczne, zachowując jednak zaplanowaną stylistkę niezależności. Majstersztyk uciekający schematom i klasyfikacjom. Singlowe numery („Film”, „Niedźwiedź”) mają dosyć mainstreamowy cel – wpaść w ucho i jest on wypełniony, ale dopiero reszta płyty wachluje słuchacza, który poci się z zachwytu. Wystarczy włączyć odsłuch w Empiku choćby „Za mało”, czy „Stan nieważkości”, by wybiec ze sklepu ze słuchawkami i całym stojakiem, aby nie rozstawać się z tym muzycznym uniesieniem. Tyle ma Ukeje do zagrania. A co ma do powiedzenia? 


Dekulturator:  Właśnie ukazał się twój drugi album „ỤZỌ” („Droga”). Dlaczego tytuł płyty jest po nigeryjsku, podczas gdy cała płyta jest po polsku? Jaką „drogę” miałeś na myśli?

Ukeje: Nazwa jest ukłonem w stronę mojego ojca, czyli jakby nie patrzeć także moich korzeni. Droga w tym przypadku jest drogą w głąb siebie, w rozważania między szczęściem a nostalgią, między szukaniem równowagi analizy własnych potrzeb i założeń. „ỤZỌ” według mnie pasuje idealnie.

Dekulturator: Właściwie „ỤZỌ” powinna się ukazać jako „Ukeje & Kikut”, gdyż wszystkie utwory komponowałeś z Kubą „Kikutem” Mańkowskim. On też był współproducentem płyty. Musi między wami być wyjątkowa reakcja chemiczno-artystyczna, skoro pomysł na płytę zajął wam tylko 3 tygodnie…?  

Ukeje: To był magiczny okres. Ja miałem przygotowanych kilka kompozycji wcześniej.  Zbierałem te swoje dźwięki do tzw. Szuflady, do której tylko ja miałem kluczyk. Z Kubą spotykaliśmy na różnych koncertach, dużo rozmawialiśmy o muzyce, o wrażliwości. I nadszedł moment kiedy w końcu doszło do wspólnej pracy. Część kompozycji wymyślałem w nocy, po czym przedstawiałem te pomysły Kubie i on kazał siadać przed mikrofonem. Razem aranżowaliśmy utwory. Nie było żadnych sporów. Ustaliliśmy, że spotkaliśmy się by zrobić piękną muzykę. Momentami mieliśmy wrażenie, że numery same się piszą. Granica między artystą a producentem przestała istnieć przy pierwszej piosence. Ja wpuściłem Kubę do kompozycji - on mnie w świat produkcji, a resztę znacie już słuchając płyty :)

Dekulturator: Powiedziałeś o materiale na tym albumie, że „trudno jest mi określić kierunek”. Ja odnoszę wrażenie, że Artystycznie mocno dojrzałeś i „uspokoiłeś się” (śmiech). Ta płyta, w porównaniu z poprzednią, jest zdecydowanie bardziej „subtelna”. Dzięki tym wyważonym emocjom płyta bardzo zyskuje. Również twój wokal jest bardziej „zdarty” i tworzy fantastyczną symbiozę z dosyć oszczędną aranżacją. Czy to świadomy, lekki odwrót od rocka w kierunku bardziej alternatywnym?

Ukeje: Już sam nie wiem, co to za kierunek..., ale słowo subtelna pasuje. Bardzo nawet.
Tu wszystko jest świadome. 3 lata temu grając na dużej scenie Woodstock miałem świadomość, że czegoś innego szukam w muzyce. Zmieniła mi się wrażliwość. Wiesz, kiedyś byłem buntownikiem, ale jeżeli ma być autentycznie to bunt musiał przestać być siłą napędową mojej wrażliwości.  Może to kwestia wieku…? Nie wiem. Postanowiłem, że UKEJE jako projekt będzie miejscem, gdzie chcę wyrażać serducho, więc liczę że osoby które oczekiwały jeszcze więcej mięsa, niż na pierwszym krążku, zrozumieją..  :)

Dekulturator: Dużą wartością tej płyty są teksty. Część napisałeś sam, część z m.in. Sarsą, Piotrem Roguckim (Coma), a część całkowicie napisali dla ciebie. Mimo to lirycznie jest ogromna spójność. Jestem ciekaw, dlaczego nie napisałeś wszystkich sam? Który tekst jest najbardziej intymny?

Ukeje: Najbardziej intymne są „Niedopałki”. Ten tekst napisałem z Kubą „Kikutem” Mańkowskim. Zanim padło jakiekolwiek słowo, przez 3 dni rozmawialiśmy o związkach i o tym, jak uczucie gaśnie. W tym tekście nie ma odpowiedzi na pytanie „dlaczego”. To jest tekst, którym lepiej zadać to pytanie słuchaczom. Cieszę się, że dostrzegasz tę spójność w słowie.  Bardzo zależało mi na tym by piosenki muzycznie, jak i tekstowo miały określony kierunek. Nie zakładałem, że ktoś może mi pomóc w pisaniu. Tym bardziej nie zakładałem, że może to być Sarsa czy Roguc. Zawsze lubiłem wrażliwość Sarsy, jej pomysł na siebie, jej flow. Z Piotrem to już w ogóle historia… Łaziłem na koncerty Comy jako nastolatek. Po latach graliśmy wspólnie kilka koncertów na ich trasie, a teraz dwa teksty z mojej płyty są autorstwa Piotra. I oni właśnie słyszeli materiał w wersji roboczej. Byłem ciekaw, co myślą, a cała reszta wyszła sama. Byłem w trakcie pisania tekstów i tak od słowa do słowa - stało się. O każdej piosence rozmawialiśmy: czego ma dotykać, jakich rejonów, jakiej wrażliwości. To dało efekt spójności, a mnie uszczęśliwiło artystycznie.
Dekulturator: Płyta jest naprawdę warta uwagi. Cała. Dla mnie jednak najlepszym utworem jest „Od połowy” w duecie z Sarsą, z którą jesteście w jednej wytwórni. To bardzo emocjonalno-ascetyczna ballada. Znakomita! Jak powstał ten utwór?

Ukeje:  Zaczęło się od bicia serca, które w trakcie utworu zmienia swoje tempo. Sarsa napisała tekst i przy którejś rozmowie telefonicznej właściwie to sama się zapytała, czy nie chcę z nią zaśpiewać. To był wspaniały pomysł, jakże oczywisty i naturalny. Wpadła do nas do studia, stanęła przed mikrofonem i zaczęła czarować.  Uwielbiam jej wrażliwość, muzykalność. Dla mnie jej udział jako gość wokalny to taki wczesny gwiazdkowy prezent.           
                         
Dekulturator: Jesteście bardzo prawdziwi w tym utworze. Ja czuję ten ból, płynący z tego utworu. Fantastycznie brzmicie razem. To mała perełka. Dlaczego ten utwór nie został wybrany na singiel? Chrzanić to, że utwór jest nieradiowy (śmiech). Ludzie kupują wiarygodność….

Ukeje: W związku z tym utworem mamy pewne plany, więc myślę że jeszcze w tym roku będziemy mogli pokazać co nieco. Nie zdradzajmy jednak za dużo. Niech to będzie niespodzianka...

Dekulturator: Wkrótce zaczyna się trasa klubowa, promująca album. Jaka będzie koncertowa proporcja nowych utworów do „starych”? Grałeś już ten materiał gdzieś na żywo?

Ukeje: Na pewno z przewagą nowych kompozycji, bo trasa będzie promować „ỤZỌ”, ale w subtelny sposób stworzyliśmy most łączący pierwszą i długa płytę,  więc fani wcześniejszej odsłony Ukeje będą zadowoleni.  Mamy póki co za sobą 2 koncerty. Jest to totalna nowość. Na dzień dobry gram na gitarze przez większą część koncertu, ale są też momenty, że gram na elementach perkusyjnych. Jest inaczej. Panuje inny rodzaj energii. „Kikut”, współtwórca „ỤZỌ”, również gra na gitarze i na bębnach. Perkusista Adaś Kram, który nagrywał bębny na płytę, też jest sercem składu na żywo.  Coś pięknego!  Obecnie jesteśmy w trakcie ustalania trasy jesienno-wiosennej z naciskiem na wiosnę i naprawdę nie mogę się doczekać!

UKEJE „ỤZỌ” Universal Music Polska (2016)
1. Drzewo
2. Film
3. Stan nieważkości
4. Dziura w kieszeni
5. Niedźwiedź
6. Za mało
7. Tu i teraz
8. Od połowy
9. Niedopałki
10. Spokój


Damian, jedna z pięciu najlepszych płyt roku!





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz