29 maja 2016

Renowacja pokoleń muzycznych - recenzja ścieżki dźwiękowej z filmu #WSZYSTKOGRA



Młodość, młodość, młodość – sztandary medialne krzyczą nagłówkami klikalności. No to zapytano młodych w ich youtubowej rzeczywistości: kim jest Czesław Niemen czy Jeremi Przybora? Werbalna cisza zaskoczenia, która zalała twarze młodości powinna być wepchnięta w gardło wszystkim paratrendsetterskim siłowym publikatorom. W gigabajtach  produktów muzykopochodnych, którymi korporacyjnie depcze się uszy niedojrzałym (jeszcze) gustom, zatraca się to, co w twórczości artystycznej było onegdaj trzonowe: wielokierunkowe emocje, egzystencjalna opowieść, a nawet kunszt. Jak więc gołowąsów przekonać do takich ikon jak Marek Grechuta, Bogusław Mec, Krystyna Prońko czy Irena Santor? Nagrać ich w nowych, technologicznie współczesnych aranżacjach. I taka jest właśnie ścieżka dźwiękowa do #WSZYSTKOGRA – lekcją historii polskiej muzyki rozrywkowej w cyfrowym etui. 
 

Kurz zgarnięty z winylu kobiecości
 
#WSZYSTKOGRA to nutowa opowieść o nieparzystej generacji kobiet, z których każda ma swoją historię, swoje rozterki, swoje miłostki i głębie uczuć. Każda swoją inklinację męską nuci inną melodią. Słuchamy retro-wspomnień Stanisławy Celińskiej, przygody Kingi Preis i miłostki Elizy Rycembel. Do dziś kobiecą wersję wysłuchało (i obejrzało) prawie 150 tyś . widzów. Film pozycjonowany jest jako musical (lub jak kto woli - film z piosenkami), czyli z założenia jego jestestwem jest… muzyka. Cały scenariuszowy wciągacz, a nawet choreograficzny pokaz to wizualizacja utworów wykorzystanych na ścieżce dźwiękowej. No właśnie, jak na tle filmu wypada ta jego nieodrywalna część?
 
Pierwsze okowe zaskoczenie to… wybór utworów. Twórcy nie postawili na premierowy materiał, ale na sprawdzone evergreeny. Zapewne nagrań dokonano więcej, ale ostatecznie na płytę (i do filmu) trafiło 14 utworów, głównie z przełomu lat 70-tych i 80-tych, m.in. Radość o poranku (Grupa I), Jej Portret (Bogusław Mec), Nie dokazuj (Marek Grechuta), Małe tęsknoty (Krystyna Prońko), Tych Lat nie odda nikt (Irena Santor), ale także m.in. Szare Miraże (Maanam), Wszystko, czego dziś chcę (Izabela Trojanowska) czy Mam dość (Lombard). Są więc różne wrażliwości, gatunki, klimaty, ale wspólną kreską można podkreślić zbiór wspólny – hity! Kluczem wyboru był zapewne zamek serca kobiety. Wszystkie teksty są niezwykle kobiece, kreślące subtelny krąg niewieścich rozterek. Teksty idealnie wpisują się w klimat filmu i opowiedzianych tam zdarzeń. Są idealną opowieścią samą w sobie – nie tylko drugoplanową narracją. Dzięki temu, że utwory nie są premierowe, nie odkuwają uwagi widza od toczących się na ekranie perypetii. Nie wymagają wsłuchiwania się w lirykę, bo czy ktoś z pokolenia 35+ nie zna któregoś z tych tekstów? Każdy ma jakieś swoje personalne ewokacje zrośnięte z tymi utworami. I na te wspomnienia liczyli twórcy, dobierając repertuar. Teksty to paleta barw najlepszych tekściarzy w historii polskiej rozrywki: Jonasz Kofta, Agnieszka Osiecka czy Andrzej Mogielnicki. Z drugiej strony było to zadanie karkołomne, dopasować teksty z lat 80-tych – „ogólne”, z ukrytym przekazem (często) politycznym, do historii w filmie. Udało się - scenariusz nie rozjeżdża się z utworami i nie wyklucza nawzajem. 

 
Drugim zaskoczeniem są… wykonawcy tegoż soundtracku. Rękę na pniu kata poczucia smaku można kłaść, że takich audio-ikon nie można wokalnie dotykać. Warto przytoczyć anegdotkę. W programie „Idol” wchodzi dziewczę i wita się „Dzień dobry, chciałam zaśpiewać I will always love you  z rep. Whitney Houston”. Zza stołu życia i śmierci (wtedy) karierowej padło „Dziękujemy, do widzenia”. Podobnie rzecz się ma z polskimi „wiecznie zielonymi”. Czy można sobie wyobrazić, że „Mam dość” śpiewa ktoś inny, niż drapieżna Małgorzata Ostrowska? Czy ktoś może czyściej wyfrazować „Małe tęsknoty”, niż genialna Krystyna Prońko? Twórcy rzucili się na baaaaardzo głęboką wodę ryzyka artystycznego i powierzyli wokale… aktorom grającym we #WSZYSTKOGRA. Najwięcej do wyśpiewania miała Eliza Rycembel – jej wokal można usłyszeć aż  w 9 utworach (więcej w rozmowie video z aktorką powyżej). Utwory śpiewa też Kinga Preis, genialna Stanisława Celińska (sukces płyty „Atramentowa” przywrócił do życia Celińską-artystkę estradową), ale także panowie: Sebastian Fabijański, Bartosz Żuchowski i Marcin Januszkiewicz. Czy były to samobójcze uderzenia o dno, czy aktorzy wypłynęli na powierzchnię techniki wokalnej? Zdecydowanie słychać, że aktorzy się postarali. Z dywagacji wyłączona zostaje królowa Celińska – znakomita, cudowna, która zaśpiewałaby „wlazł kotek…” i byłaby podwójnie platynowa. Jej aktorsko-depresyjna rozpoczynająca fraza  „Tych lat nie odda nikt” to majstersztyk. A pozostali? Na uwagę zasługuje  Eliza Rycembel, której udało się na własny, „łatwiejszy” sposób zinterpretować „Mam dość” (nie siliła się na udawanie oryginału), czy „Szare miraże” (bez kompleksu Kory, raczej subtelniejsza wersja wokalnie). Jej głos to taka wokalna nowalijka, ale najważniejsze, że nie męczy przy wielokrotnym odsłuchiwaniu, a to dużo, jak na pierwszy raz. Miłym zaskoczeniem jest Bartosz Żuchowski, który w „Moje serce pełne ciebie” ŚPIEWA – nie recytuje, a także chropowaty wokalnie Sebastian Fabijański w „Ale wkoło jest wesoło”. Kinga Preis najlepiej wypada w „Do łezki łezka”, choć troszkę zabrała „koloru blue” temu utworowi, to technicznie poradziła sobie całkiem, całkiem. Po wysłuchaniu całego materiału można dojść do wniosku, że zmierzenie się z tuzami wokalnymi było ryzykiem dla aktorów (oni mogli być prankiem internetowym), co mogło się przełożyć na postrzeganie całego filmu. I choć zawsze znajdą się zwolennicy oryginału, to zdecydowanie młode wokale tchnęły nowego ducha w te kompozycje. I choć słychać, że nie są to muzycy/wokaliści z wykształcenia, to nie było tu zamiarem wyścig z legendami, tylko wiarygodność bohaterów, którzy sami wyśpiewują swoje opowieści na ekranie. Ten efekt osiągnięty.


Na dancingu historii
 
Utwory, wiadomo – jeden się podoba, inny przyśpiesza przełącznik w radio. Wokale to często rzecz gustu i smaku usznego. Jednak jest rzecz, która robi ze zwykłej ścieżki dźwiękowej małą perełkę w muszli jakości – aranżacje. To dla nich warto kupić tę płytę! Aranżerzy wiedzieli, że ślimaki w uszach przyzwyczajone do wieloletnich wykonań mogą nie udźwignąć skorupy nowego, standardowego wykonania, dlatego postanowili przearanżować utwory na nowo. I to był strzał! Oni ich nie zmienili, oni je wynicowali na drugą stronę, napisali właściwie nowe utwory, oni nie tchnęli nowego ducha, oni ożywili trupy! Takich interpretacji podkładów nie powstydziłby się sam Adam Sztaba. „Nie dokazuj” w aranżacji Marcina Januszkiewicza absolutnie powala. Z piosenki poetycko-aktorskiej Januszkiewicz stworzył psychodeliczny, klubowy kawałek, momentami wręcz house’owy! Choć na pierwszej linii (tak jak w oryginale) są wokale, to w podkładzie dzieją się muzyczne cuda. Wyszedł mroczny clubbing z najlepszych dyskotek lub podkład z thrillera psychologicznego. Znakomite! Inną wariacją muzyczną jest „Wszystko czego dziś chcę”. Tutaj zamiast pojęcia przearanżowano, lepiej użyć słowa zremiksowano. Nową wersję stworzyli Wikson Szczygieł i Vitalis Popoff z białostockiego duetu dj’skiego Griot Groove. Ta piosenka już w oryginale miała lekko taneczny zew, ale chłopaki wyciągnęli z niego jego dance’ową krwistość. Mocno przyśpieszone tempo, fajny beat, dużo elektroniki i doskonale wpasowane proste wokale, które są w symbiozie z tym komputerowym trikiem. Dzięki fajnemu podkładowi utwór inaczej czyta się lirycznie („do nieba, do nieba, do nieba”…). Cudowne! Młode pokolenie będzie zachwycone. Teraz tylko singla i mp3 rozsyłać do klubów. Warta ucha jest „symfoniczna” wersja „Szarych miraży” w aranżacji Pawła Lucewicza. Podkład jakby oderwany z najlepszego musicalu. Zupełnie odstający od rockowego pazura Maanamu. Nieco zwolniony, bez gitar, dużo smyczków i  z delikatnym wokalem. No, jak w teatrze! Muzyczna łechtaczka dla uszu. Ale to nie wszystko, bo na płycie są popowa „Warszawa”, ascetyczna kontrabasowo-dęta „Radość o poranku” – małe arcydzieło, musicalowe  „Wkoło jest wesoło” (z rep. Perfect), symfoniczne „Małe tęsknoty”, czy wyjęte z amerykańskich klubów lat 50-tych i 60-tych „Tych lat nie odda nikt”. No wszystkie, wszystkie utwory zasługują by być utworem promującym film. Już dawno nie było na polskim rynku fonograficznym tak ryzykownego projektu i… tak udanego. Soundtrack do #WSZYSTKOGRA, dzięki tym aranżacjom, stymuluje wszystkie organy człowieka do rozkoszy: nogi, uszy, serca…!


Płyta dostępna jest w cenie 19,99 zł TUTAJ. No, tyle powinna kosztować polska płyta! 
 

https://www.facebook.com/dekulturatorpl/


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz