14 czerwca 2013

…po śladach Eleni



Grecja kojarzy się Polakom z urlopem, starożytnymi zabytkami i… kryzysem. Ale wiele osób odpowie też, że z Eleni. Choć jej serce tłoczy krew Hellady to recesji artystycznej u niej nie widać, a właściwie nie słychać. Wręcz przeciwnie – bogactwo dźwięków, jakim odpłaciła właśnie fanom za jedenaście lat fonograficznego debetu bilansuje wszelkie starty. Bo gdy Eleni już weszła do studia, tak się rozśpiewała, że album „Miłości ślad” trzeba było wydać aż na dwóch krążkach.




Coraz silniejszymi promieniami słońca zbliżają się wakacje, ale Eleni podróż po najpiękniejszych kurortach już rozpoczęła. „Miłości ślad” to zapis muzycznych atrakcji Grecji, Hiszpanii czy Egiptu. Etniczność tej płyty to najlepsza pocztówka z dalekich krajów, które można odwiedzić nie ruszając nogą z wersalki. 

„zostawiłam smutek i żal..”*

 

Kiedyś była królową telewizyjnego „Koncertu Życzeń”. Praktycznie nie było odcinka, w którym widzów nie ustawiała optymistycznie piosenka „Troszeczkę ziemi, troszeczkę słońca”. Ten kierunek popowej beztroski przerwały tragiczne wydarzenia w życiu rodzinnym Artystki. Razem z nią płakała cała Polska. I wtedy po raz pierwszy Eleni poznała siłę elektoratu swoich wielbicieli. To oni lizali tysiące znaczków, zapełniali bruliony wsparcia. I to oni pozostali przy Artystce aż do dziś. Choć od tego czasu bliżej Eleni było do Boga, niż do studia nagrań to okazało się, że empatia ludzka jest większą wartością niż pierwsze miejsce na liście przebojów. Wydana w 2001 r. płyta „Coś z Odysa” była ostatnią z premierowymi utworami. Od tego momentu cierpliwość fanów była testowana z większym napięciem niż wykrywacz kłamstw. Prawda okazała się zaskakująca. Świat o Eleni nie zapomniał. 

DeKulturator: Długo kazała Pani czekać swoim słuchaczom na nowy materiał……?
Eleni: Moi słuchacze są bardzo kochani i cierpliwi, bo aż 11 lat czekali na nowe piosenki i za to bardzo Im dziękuję z całego serca. Czas szybko płynie i nie zdawałam sobie sprawy, że to 11 lat minęło od ostatniej płyty….. Dużo koncertowałam w Polsce i nie tylko, byliśmy z koncertami w Australii, w USA i Kanadzie.            
                            
Irena Santor śpiewała kiedyś: „jak dobrze, gdy się wreszcie nic nie musi” („Jeszcze” EMI) i do tego artystycznego momentu dopłynęła tratwa twórczości Eleni. Czuć tę niezależność od pierwszej nutki do ostatniego taktu. „Miłości ślad” to płyta nagrana bez siłówki, bez terminów, kalkulatorów, nacisków, badań marketingowych i innych komercyjnych regulatorów Artystów. Eleni wydała tę płytę, bo chciała, bo miała taką potrzebę wewnętrzną. Potwierdzeniem tej odważnej tezy są teksty utworów na albumie. Jeżeli ktoś spodziewał się chrześcijańskiej oazy czy katolickich przekazów będzie mile skonsternowany. Po okresie wewnętrznej bitwy i zabliźniających się ran Eleni inaczej patrzy na świat. Inaczej patrzy na ludzi. To wszystko wyśpiewała na „Miłości ślad”, która jest raczej szczerą rozmową z Artystką, niż zbiorem przypadkowych utworów. Cechą charakterystyczną przekazu jest miłość do bliźniego i radość każdego dnia. Nie jest to jednak tanie moralizatorstwo, a bardziej rady doświadczonej życiem kobiety. Bo kto lepiej zna wartość życia niż Ona? Eleni w przeciwieństwie do większości współczesnych gwiazdeczek ma coś do powiedzenia o bólu przetrwania ciemnych godzin i dzieli się tą wiedzą. Jednak robi to z ogromną dawką optymizmu. W każdym tekście czuć, że Artystka pogodziła się z losem i zły okres zmięła w dłoniach i cisnęła za siebie. Od stwierdzeń „bądźmy serdeczni dla innych”, przez spowiedziowe „zostawiłam smutek i żal”, sielskie „z uśmiechem patrzę w przyszłość”, aż po empatyczne „wiem, jak to jest gdy nic się nie układa” – wokalistka w prosty sposób opowiada o sobie. Nie sili się na wyszukane metafory, upiększające nowosłowa. Przekaz ma trafiać do serca, a nie błądzić krwioobiegiem i rozejść się bez echa przemyśleń. I trafia z taką siłą, że łzy są naturalnym procesem wrażliwości odbioru tych utworów. 

DeKulturator: Album „Miłości ślad” zawiera  bardzo osobiste teksty. Czy Pani miała wpływ na ich powstawanie?
Eleni: Autorzy, którzy piszą dla mnie dobrze mnie znają i wiedzą co chciałabym przekazać moim słuchaczom, rozmawiamy o tym. Wieloletnia współpraca z Leszkiem Konopińskim, Jackiem Bukowskim układa się wspaniale i pozwala na to żebym miała wpływ na powstawanie tekstu, jest to bardzo ważne. Na płycie są też teksty Kostasa Tzokasa - mojego menedżera, który poczuł potrzebę napisania tekstów do greckich kompozycji.       
                               
DeKulturator: W tytułowym utworze „Zostawiłam miłości ślad” śpiewa Pani, że „zostawiła smutek i żal (…) radość jest we mnie (…) w każdej piosence znajdziecie moje serce”. To bardzo osobiste wyznanie do słuchacza. Czy utwór powstał na bazie Pani prywatnych przeżyć?
Eleni: Piosenka jest podziękowaniem dla mojej publiczności, że była ze mną w tych trudnych chwilach mojego życia osobistego. Autorem tekstu jest młody, zdolny pianista, kompozytor Filip Walcerz.


„w każdej piosence znajdziecie moje serce…”*

 

Przez 11 lat płytowej pustyni Eleni nie wysychała. Ziarnko do ziarnka usypywała plażę osobistych doświadczeń, które na „Miłości ślad” zalała oceanem pogody ducha. Ta płyta jest tak optymistyczna, że powinna być sprzedawana w aptece jako środek na depresję. Zasługa to nie tylko tekstów, lecz również samych kompozycji. Artystka stoi w artystycznym rozkroku. Jedną nogę postawiła w Polsce (teksty), drugą w Grecji (muzyka i aranże). Eleni śpiewa z taką klasą, że większość uczestników talent show przy niej to bezwyrazowi recytatorzy. Do tego na płycie role pierwszoplanowe grają żywe instrumenty, a nie awatary nut. W radosnych partyturach Eleni wspierali Thanos Andrias oraz Jannis Sinanis, którzy  należą do ścisłej światowej czołówki wirtuozów  grających na buzuki  (grecki instrument ludowy) oraz sazzie (turecki instrument strunowy). Producentem muzycznym albumu jest Kostas Dzokas, który od początku kariery Artystki jest również jej opiekunem artystycznym. I ta przyjacielska symbioza zaufania zapewniła Artystce wolność, a słuchaczom przyjemne dreptanie po muzycznych śladach. Idąc tropem Eleni trafiamy na wybrzeża Hiszpanii („Ślę ci ten list”), plaże Egiptu („Aleksandria”) czy gorącej Grecji („Moje nutki”). I potańczyć tu można, i pośpiewać, i zadumać. Całość związana  wstążką lekkości wakacyjnych klimatów. Zupełnie niezrozumiałe jest stwierdzenie samej Eleni w jednej z piosenek, że „a tak niedawno byłam młoda”, bowiem głos Eleni nic się nie zestarzał. Nadal jest świeżutki i przyjemny niczym poranna bryza na Krecie. 

DeKulturator:  To chyba Pani najbardziej pozytywna płyta. Dużo tutaj budujących emocji, np. „..trzeba cieszyć się każdym nowym dniem” („Bez pochmurnych słów”), czy „…kochajmy co się da…” („Gdy przyjdzie jesień”). Czy taka teraz jest też Eleni prywatnie? Pełna radości, pogodzona z życiem?
Eleni: Jeśli tak jest odbierana płyta to bardzo się cieszę, bo takie jest moje przesłanie - cieszmy się każdym nowym dniem, bądźmy dla siebie życzliwi, kochajmy  człowieka, niech nasze życie wypełnione będzie miłością i dobrem... nauczmy sie przebaczać....       
                             

„mnie nie bawi wirtualny świat”**

 

Od jakiegoś czasu Eleni zamieniła blask reflektorów na ciepłe światło żarówki w salonie domu. Szerokim objazdem unika pseudodziennikarskich podmiotów osobowych z kolorowych gazetek („mnie nie bawi gazetowa gra, gdzie prawdy pół”), ale w kapciach przez błoto pobiegnie na spotkanie z fanami. Choć czasy kuszą mobilną atrakcyjnością, technologie atakują – ona pozostała sobą: skromną kobietą skupioną na wartościach. I choć momentami płyta brzmi jak nie z tej epoki, to właśnie ową niekomputerową retrospekcję produkcji należy docenić. 

DeKulturator: W utworze „Wirtualny świat” śpiewa Pani, że nie kręci ją cyfrowa przestrzeń, a jednak na profil na facebooku dała się Pani skusić?
Eleni: Wirtualny świat spowodował, że ludzie coraz rzadziej spotykają sie, rozmawiają ze sobą … Wiele czasu spędzają przy komputerze. To moi fani prowadzą stronę internetową i robią to cudownie. Ja komputera używam do celów zawodowych, kiedy muszę autoryzować tekst wywiadu. Nie jestem taka biegła w obsłudze i nie korzystam z niego często.

"Aleksandria" - singiel promujący album "Miłości ślad". Kliknij na zdj.,aby obejrzeć.

Kiedy Ania Wyszkoni została twarzą Grecos Holidays, nawet najwierniejszym fanom ciężko było dopatrzyć się powiązania wokalistki z promowanym podmiotem. Czy w Polsce jest ktoś, kto byłby bardziej wiarygodny w roli Ambasadora kultury Grecji niż Eleni? Czy istnieje osoba, która szerszym gestem rozsiewa tak pozytywne konotacje z Helladą niż Eleni? Twórczość Artystki to najlepszy folder reklamowy greckich plaż. Słuchając „Miłości ślad” człowiek ma ochotę spakować rzeczywistość w walizkę i ruszyć w bałkańskie dni, bo płyta jest tak dojrzała i słoneczna jak oliwka z greckich plantacji. 



* cytaty z utworu „Zostawiłam miłości ślad”
** cytat z utworu „Wirtualny świat”


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz