12 czerwca 2013

Kac Vegas 3: do trzech razy (nie) sztuka



Najbardziej alkoholowy film roku już po raz trzeci miał przysporzyć kaca widzom. I przysporzył, tyle że moralnego za stracone pieniądze na bilet do kina. Trzecia część odcina przeterminowany kupon od dwóch poprzednich części. Jest tak nudno, że dom pogrzebowy przy „Kac Vegas 3” to kabareton. Gdyby wyciąć wszystkie sztucznie przedłużające film sceny to zostałby…. trailer.



Ta recenzja będzie krótsza niż zwiastun filmu, aby nie iść tropem twórców i nie marnować czasu widza. Jeżeli ktoś myślał, że po „Kac Wawa”, „Last Minute” czy „Seksie w wielkim mieście 2” limit tandety kolorowo połyskującej z ekranu został wyczerpany – jest w błędzie. Ta produkcja udowadnia, że syndrom dnia następnego dopadł twórców podczas realizacji. Zapewne trwał on aż do kolaudacji, gdyż trzeba być mocno „niewyspanym” by sądzić, że ten film jest śmieszny.


„Kac Vegas 3” jest ostatnią częścią trylogii ubocznych skutków męskich wieczorów. Jednak ta część znacząco różni się od  poprzednich. Właściwe poza osobami bohaterów nie ma on chichotowo nic wspólnego z poprzednimi częściami. Treścią nie jest przedawkowanie etanolu, brak też brzuchobólowych gagów i poimprezowych zawirowań neurologicznych. Nawet tytuł nie jest adekwatny do wkładu scenariuszowego, ponieważ w filmie nikt nie ma kaca, nikt nie pije do upadłego i nie musi sobie nic przypominać.
Bohaterów serii oraz samego produktu „Kac Vegas” nie trzeba nikomu przybliżać. Tym razem Phil, Stu i Doug postanawiają pomóc Alanowi dotrzeć do ośrodka terapeutycznego. Jednak na ich drodze staje Marshall (John Goodman), który w kidnaperski sposób zmienia kierunek podróży mężczyzn. I na tym koniec innowacyjności i oryginalności. Znowu jest Las Vegas, znowu jest Chow i znowu jest podróż. Tylko uśmiechniętych twarzy widzów brak. Film charakteryzuje się jednym z najdłuższych wstępów w historii produkcji komediowych. Rozkręca się tak długo, że widz może zapomnieć na jaki film przyszedł. Do biletu dystrybutor powinien dodawać napój energetyzujący, aby nikt nie zasnął do pierwszego gagu.  Amnezyjne rozterki zastąpiła odpustowa sensacja rodem z najgorszych filmów Chucka Norrisa. Podczas, gdy w poprzednich częściach alkoholu lało się tyle, że można by zaopatrzyć cały Polmos – tym razem bohaterowie nie wypili ani kropelki, co trąca ewidentnie zanikiem pamięci idei filmu. Można zrozumieć, że nie chciano powielać wyeksploatowanych pomysłów, ale kuriozalnie właśnie cały film składa się z retrospekcji (nawet przebitki idących bohaterów) i braku pomysłu.  „Kac Vegas 3” jest zwykłym skokiem na kieszenie widzów ze zbyt przyśpieszonym zapłonem. Najlepiej na tle całej banalności obrazu wypada rola Alana (Zach Galifianakis), który w swoim oderwaniu od rzeczywistości jest wiarygodny i bywa zabawny (scena z żyrafą) oraz końcowa scena wpleciona w napisy końcowe. Ten, kto dotrwa do końca poczuje się zaskoczony zmianą mentalną humoru. To jedyny fragment, który można nazwać: stare, śmieszne „Kac Vegas”.


Trzecia część filmu niszczy własną legendę, zbudowaną na fantastycznym pomyśle, sprytnym scenariuszu, charakterystyczności postaci i pędzącej promilami akcją. Po seansie „Kac Vegas 3” chyba jedyną rzeczą, którą się zapamięta będzie namolny product placement odzieży Diesla i Caesars Palace (odbywały się tam m.in. słynne koncerty Celine Dion). I jest to chyba jedyny powód powrotu bohaterów do Las Vegas. Czy jednak warto było zmieniać scenariusz pod sponsora? Odpowiedź jest banalna jak obraz.


Dwie pierwsze części bawiły do tego stopnia, że producenci tabletek rozkurczowych mieli przychody równe wpływom z owych filmów. Trzecia część jest raczej powodem do wyśmiania niż śmiania się. Film jest tak siłowo zrobiony, że mógłby być reklamówką taniej sieci fitness. Akcja tak przewidywalna, że już bardziej zaskakuje „Na Wspólnej”, a scena zakochania Alana tak płytka, że nie poruszy nawet najmniej wybrednych oglądaczek romansów. Radzi się przed seansem zjeść kilka zestawów w Mc Donald’s to może uda się chociaż pęknąć z przejedzenia, bo ze śmiechu na pewno nie. Producenci zapowiadają, że jest to już ostatnia część. I to jedyny dobry pomysł w tej produkcji.  Miażdżące recenzje niech będą detoksem decyzji dla widzów wybierających się na „Kac Vegas 3”.  Zabawne HangOver zmieniło się w rozczarowujące GameOver.




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz