25 września 2012

Renata Przemyk „Akustik Trio”: z tego ziarna będzie kwiat*



Ostatnim albumem zafundowała słuchaczom taki „Odjazd”, że każdy kto założył na uszy ten album doznał kompletnego wykolejenia z torów rzeczywistości, lecz potem wyciszyła emocje, wyłączając wszystkie prądotwórcze generatory  podczas występów. Akustyczne koncerty Renaty Przemyk zaskakiwały prostotą, muzycznym kunsztem i siłą wokalu. Bez zbędnych efektów wizualnych, telebimów i innych scenicznych przysłaniaczy talentu. Taka też jest nowa płyta artystki: wypełniona instrumentalnie, bogata wokalnie i szarpiąca za uszy jakością.  
 

Renata Przemyk jest jak z wysokiej klasy szampan: z każdym łykiem bąbelki coraz bardziej uderzają do głowy. Każda płyta wokalistki mocniej napina neurozłącza, każdym występem artystka zabiera słuchacza w inny wymiar muzycznego szczytowania, ale to co przekazała bezprądową trasą jest już audio-erekcją, której finałem jest płyta „Akustik Trio”.

Do tej płyty artystka dojrzewała kilka dobrych lat, próbując w koncertach znaleźć potwierdzenie decyzji fonograficznej. Na szczęcie dla słuchaczy – znalazła. A może to właśnie uczestnicy koncertów wymusili ten album, chcąc zabrać do domu atmosferę intymnych spotkań z utworami Przemyk? Bez względu kto teraz będzie sobie przypisywał pałeczkę pierwszeństwa, to i tak zadowoli ona wszystkie strony, ponieważ „Akustik Trio” to naszyjnik z muzycznych korali, które tworzą piękną ozdobę szyi każdego melomana. Już od pierwszego utworu („Alice”) wiadomo jest jaki będzie ten album: gitarowy, subtelny, autorski, z wokalem w roli głównej. Wszystkie aranżacje zaskakują poetycką formą. Znana z rockowego walnięcia Przemyk, tym razem prezentuje subtelniejsze oblicze, ale myli się ten kto uważa, że ta płyta to „kraina łagodności”. Tym, co odróżnia tę płytę od poezji śpiewanej są cudowne zabawy wokalem. Nie jest on na jednym poziomie. Przemyk czasem nuci, czasem wokalizuje, czasem dodaje vibrato, a niekiedy tak ciągnie dźwięk, że uszy stają dęba („Wiem”). Jeśli ktoś uważał, że zna wokalne możliwości artystki, musi włączyć ten album, aby jego ślimaki uszne wyprostowały się z zaskoczenia. Zaskoczeniem nie są natomiast poszczególne utwory. „Akustik trio” to nastrojowy „The Best of”. Jest tutaj legendarny „Ten Taniec”, ubóstwiana przez publiczność „Babę zesłał Bóg”, jest „Drzewo”, jest „Blizna”…. No i jest rewelacyjna „Kochana” -tym razem w wersji solo. Jest też na dnie tego morza dźwięków prawdziwa perła – „Fado”. Utwór, który wywołuje czucie wszystkich cebulek włosowych. Chociaż nazwa sugeruje portugalski klimat piosenki, to jest tu jednak dużo więcej: bardzo „południowy” wokal, hiszpańska gitara, atmosfera flamenco i cały zestaw instrumentów, który można nazwać „muzyką świata”. Przemyk wije głosem przepiękną pieśń z taką dawką emocji, że słuchacz czuje się sparaliżowany. Do tego znakomite instrumentarium i mistrzowskie solówki gitarowe. Łzy same cisną się do oczu! Gdyby tę wersję utworu wydać na singlu w Portugalii czy Hiszpanii, Renata miałby murowaną multiplatynę.



 
Wszystkie utwory zatopione zostały w gitarowym tsunami dźwięków z dodatkiem całej palety przeszkadzajek, które rękoma doskonałych artystów (Błażej Chochorowski i Maciej Mąka) malują niezapomniany obraz muzyczny. W tle delikatnym połyskiem nadają ton, m.in.: dzwonki, cymbałki, darabuka, djembe, kalimba, sitar, cavaquinho, panduri. Mistrzowskie wykorzystanie tych dźwiękodajnych przyrządów robi wrażenie ogromnej głębi i podniosłości. A jeżeli do tego dodamy rozterkogenne teksty Anny Saranieckiej, to mamy efekt, który razi słuchacza tysiącem gniazdek elektrycznych. Muzyczne poparzenie pierwszego stopnia powinno być uwidocznione na okładce jako ostrzeżenie.

Renata Przemyk, w przeciwieństwie do wszechobecnej Nosowskiej, konsekwentnie obiema rękoma trzyma się tronu Carycy Niezależności. Nie bierze udziału w piwnych imprezach, nie nagrywa piosenek do ministerialnych projektów, nie wydaje remixów i tysiąca składanek. Jest konsekwentna, jest antykomercyjna, jest artystycznie nieokiełznana. Kameralne koncerty z klimatem przedkłada nad wielotysięczne „Lata z kichą” i nie pcha się z każdą zmarszczką do „tele-poranków”. Za to kochają ją ludzie, którzy wymagają od muzyki nieco więcej niż eskowe boom, boom. „Akustik Trio” nie jest płytą, przy której dobrze się sprząta – to płyta, której powinno się słuchać w wannie, z zapalonymi świecami i kieliszkiem wina w ręku. To płyta, którą należy smakować, a nie jeść garściami. Rockowy pazur zastąpił na tej płycie sentymentalny klimat i właśnie odpowiedni klimat należy sobie zafundować, aby godnie celebrować dźwięki, które balsamem wyleją się z siatek głośników.
 
Renata Przemyk i projekt "Akustik Trio". źródło: onet.pl
Artystka przez wiele lat związana była z Sony Music. Płytą „Unikat” zakończyła współpracę. Ostatnią płytę „Odjazd” wydała wytwórnia QL Music. „Akustik Trio” zostało wydane własnym sumptem przez mały podmiocik, Impres-Art, z numerem katalogowym 001, ale dystrybuowane przez giganta - Mystic Production. I to jest najlepsze, co mogła sobie Renata zapewnić: artystyczną wolność z promocją dużego dystrybutora. Genialne posunięcie od razu słychać na płycie. Renata jest niezależna, wolna i bezkompromisowa. I taka być powinna. Szkoda tylko, że wydaniem tego albumu nie zainteresował się projekt „MTV Unplugged”, bo jest to materiał, który można by porównać z najlepszym koncertem z tego cyklu - Nirvany. Ten sam klimat, ta sama jakość, ta sama akustyczność, jakże różna od multimedialnego show jakie w tej serii zafundowała Kayah. I aż się prosi, aby płycie towarzyszyła publiczność, która swoją ekstazą podkreśliłaby jeszcze bardziej genialną jakość tego materiału. Nie zmienia to faktu, że dla takich płyt warto żyć.  

*Na podstawie utworu „Alice” z rep. Renaty Przemyk

ZOBACZ TAKŻE


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz