22 września 2012

„Jesteś Bogiem”: Everest możliwości*



Lata dziewięćdziesiąte w nadwiślańskiej karcie dziejów rozrywki wygrawerowane zostały kruszcem innowacyjności. Wszystko było pierwsze: pierwsze komputery osobiste, pierwsze walkmany, pierwsze prawdziwe gazety muzyczne, pierwsze płyty kompaktowe, pierwsze zachodnie wytwórnie płytowe i pierwsze polskie squady hip-hopowe.  Komercyjny sukces Liroya, łyse głowy, dżokejki, bling bling i pasmo werbalnych wulgaryzmów – z tym przeciętnemu czytelnikowi pudelka kojarzy się polski rap. Wchodzący w kinową świadomość film „Jesteś Bogiem” ma szansę zdeptać negatywny stereotyp….
Plakat promujący film

Oglądając kinowe losy amerykańskich legend rapu, m.in. The Notoriousa B.I.G. czy Tupaca, można było spodziewać się kolejnej nieskomplikowanej produkcji dla fanów gatunku, wjeżdżającej w widza Rollsem wypełnionym panienkami, wojnami gangów i sypiącej z ekranu białym proszkiem. Jednak obraz Leszka Dawida i Macieja Pisuka nie świeci w oczy oglądaczy blaskiem łańcuchów na szyi, nie trąca schematem „ja biedny zostaję gwiazdą” i nie jest filmem muzycznym. To nie jest film o historii kultury hip-hopu, ale film o ludziach, którzy tę historię tworzyli, bez amerykańskiego patosu i poklasku. „Jesteś Bogiem” to lustro blokowej rzeczywistości, w której przejrzeć się może każdy. I choć dla każdego odbicie będzie rysować nieco inną prawdę, to właśnie realizm jest tym, co w filmie powoduje wytrzeszcz zaskoczenia.
Kadry z filmu. źródło: Kino Świat

Dla wszystkich słuchaczy, dla których hip-hop wiele znaczy
Dla mądrych słuchaczy **

„Jesteś Bogiem” jest albumem życia trzech młodzieńców ze śląskiej rzeczywistości. Każdy pochodzi z innego środowiska i charakteryzuje się innym startem życiowym. Jest jednak coś, co jest ich egzystencjalną częścią wspólną – rap.  Rahim, Fokus i Magik, choć wcześniej ocierali się o siebie (chociażby w niesportretowanym w filmie legendarnym składzie Kaliber 44), to ich spotkanie w 1998 r. okazało się mieć  wpływ na ważną część historii muzyki w Polsce. Chłopcy zawierają pakt fonią podpisany i w uszach widza rozpoczyna się bit narodzin legendy. Jednak kulisy powstania pierwszych nawijek, występów w hipermarkecie, boksowania się z nieuczciwymi wydawcami i pierwszych nagrań są tłem dla najsmutniejszego rozdziału tego filmu – życia Magika. Wyjątkowo zdolny maniak, potrafiący rapować nawet przez telefon o trzeciej w nocy, wiecznie artystycznie czujny i niezaspokojony. Podziwiany i otoczony latami plecionym wiankiem respektu. Lecz to tylko społecznie narzucona maska, którą chce widzieć jego otoczenie. Magik czuje się zagubiony i nierozumiany, a ciąża jego dziewczyny jest gwoździem, do pełniącej rolę tlenu, wolności. Chcąc sprostać oczekiwaniom przyszłej żony Magik zmusza się do roli ekspedienta, chowając pod kapturem dumy twarz, do której zza sklepowej szyby machają fani.  W sposób niezwykle szczery i sugestywny pokazany zostaje związek Magika z Justyną oraz zmiany zachodzące w psychice młodego rapera. Próbę ratowania rozsypującego się chłopaka podejmuje manager grupy, niejaki Gustaw. Szybko staje się on przyjacielem zespołu, ojcem i bratem dla Magika oraz prowokatorem pierwszej prawdziwej dumy składu – płyty. Jednak czas okazuje się mikserem pozornie pozytywnej współpracy…

Zatopiony w dźwięków dostatku***

Obraz „Jesteś Bogiem” rodził się w takich samych bólach, jak legenda Paktofoniki. Maciej Pisuk biegał do wielu producentów z taką samą nadzieją, z jaką nagrywali chłopcy. I scenarzysta i raperzy brutalnie doświadczyli siły zawieranych umów. Piskus nie podpisując aneksu do umowy na pierwszą realizację filmu, skazał scenariusz na kilkuletnie leżakowanie. Natomiast Paktofonika podpisując umowę na płytę pozbyła się wszelkich praw i zysków z własnej twórczości. Taki był rynek fonograficzny na początku transformacji kraju. Doświadczyli tego niemal wszyscy od Krzysztofa Krawczyka po Liroya. Teraz czasy się zmieniły. Prawa autorskie nie są już zachodnim powiewem uprzejmości, lecz obowiązkiem. Rahim i Fokus zarabiają teraz na swojej muzyce, a Pisuk znalazł producenta, który sercem zaangażował się w projekt. Choć historia powstania tego filmu sama nadaje się na film, to efekt ekranowy jest argumentem starań. Prezentując na Festiwalu w Gdyni film o tematyce ogólnie kojarzonej jako „Liroyowa”, nikt nie spodziewał się, że wywoła on takie odczucia, jakich……. chcieli twórcy (!). I dziwić się wypada tylko do momentu pójścia do kina. Po projekcji można wykazać się empatyczną reakcją na retransmisję festiwalowo-gdyńskich emocji, podczas których twórcy ledwie wyczołgują się ze sceny, przygnieceni ciężarem ilości wyróżnień.

Film dudni w pamięci widza, niczym bit z kawałków Paktofoniki, jeszcze długo po przekroczeniu futryn kina. Niczym konkursowa sierotka losować można pochwały dla tego obrazu z worka uwielbienia. Bo wszystko w tym filmie jest godne uwagi: i muzyka, i historia, i gra aktorów, i scenariusz, i…… choć Abradab powiedział po obejrzeniu filmu, że nie wszystkie fakty się zgadzają to przyznał, że obraz jest wart biletowej fatygi. Można polemizować z nim, racjonując linię oczywistości, iż nie da się kilku lat skrócić w 120 minut bez pewnych fabularnych uproszczeń, ale bluźnierstwem byłoby odmówić twórcom realizmu. W filmie „grają”, muzealnie dziś, walkmany, autobusy, telewizory, komputery i inne scenograficzne przenoszacze widza w lata dziewięćdziesiąte. Na szczególny ukłon zasługują aktorzy grający członków zespołu. Marcin Kowalczyk (Magik), Tomasz Schuchardt (Fokus) i Dawid Ogrodnik (Rahim) z wygolonymi głowami autentyczności powodują wrażenie, jakby oglądało się wideoklip hip-hopowy z tamtych lat. Perfekcyjnie rapują, olewczo się noszą i palą tyle skrętów, że można dostać odmy płucnej od patrzenia. Jednak to wszystko świadczy o castingowej harówie, jaką wykonali  twórcy. Nie można słowem ominąć (tutaj) mistrza drugiego planu – Arkadiusza Jakubika, który rolą „dobrego” managera potwierdza, iż pomimo średnio amanckiej fizyczności, jest w stanie zagrać wszystko. Wartość artystyczną filmu podkreślił, grający epizod, Marcin Dorociński, który w jednym z wywiadów swoją obecność w produkcji podsumował słowami, iż w obrazie Leszka Dawida mógłby zagrać nawet… krzesło. 


Członkowie Paktofoniki pełnią w filmie rolę Trzech Muszkieterów hip-hopu. Mieli duży wpływ na scenariusz, dzięki czemu nie są gloryfikowani jako męczennicy rodzącego się jeszcze rynku muzycznego. Są pokazani jako zwykli ludzie, ale w otoczce chwały, na którą ciężko pracowali wbrew przeciwnościom blokowej mentalności. Kamera nie narzuca aktorom hollywoodzkiego rozmachu, raczej pełni rolę para dokumentującego narzędzia i pozwala akcji toczyć się kołem wiarygodności. Życiem rapowane opowieści są w idealnej symbiozie z toczącą się akcją, pokazując społeczeństwu, że rap to nie tylko wulgarna muzyka, co jest niezwykle wartościujące dla przedstawicieli tego gatunku. Inną sprawą jest, że wbijająco w fotel zagrana rola zagubionego w pajęczynie dorosłości Magika, może być przyczyną zapaści zawodowej psychologów, ale będzie to namacalnym efektem nieubocznym filmu. Leszek Dawid pokazuje, że osoba Magika była dla świata muzyki hip-hopowej tym, kim Rysiek Riedel dla bluesa. I to było zapewne jedno z założeń filmu. Inne, które zapewne się uda, by dotrzeć z przekazem nie tylko do fanów tego gatunku muzycznego. Choć to właśnie dla nich obraz może okazać się kultowy.

Film swoją tematyką i realizacją dokonał rzeczy rzadko się zdarzającej: pogodził interesy wszystkich właścicieli kin. Jest wyświetlany zarówno w kinach studyjnych, jak i multipleksach. Widzowie będą taranować obiekty filmopokazowe zapewne z taką siła i wytrwałością, z jaką taranował producentów Pisuk. Obraz jest do bólu polski, do bólu targający myślami, do bólu wciągający, a jedynym lekiem przeciwcierpieniowym jest jego zrozumienie. Bo niczym w evergreenie Perfectu, ich też było trzech, też przyświecał im jeden cel, też chcieli mieć u stóp cały świat. Czy tak się stało? Fani grupy to wiedzą. Teraz dowiedzieć się może cała reszta, a nawet musi.


* „Tymczasem po głowie chodzą mi słowa w parze,
   Raz, że lubię to robić, a dwa, że,
Kiedy to robię widzę uśmiechnięte twarze,
A to właśnie jest Everest moich marzeń.
To właśnie jest Everest moich marzeń”  

*Fragment „CD Kinematografii” z rep. Paktofoniki
** fragment „Wielkie dzięki” z rep. Paktofoniki
***Fragment „Aż Strach Pomyśleć” z rep. Paktofoniki

Recenzja filmu „Jesteś Bogiem  - Everest możliwości” została nagrodzona w ogólnopolskim konkursie portalu filmowego.pl na najlepszą recenzję filmu. 
PortalFilmowy.pl  jest wspólną inicjatywą Stowarzyszenia Filmowców Polskich i Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.  www.portalfilmowy.pl adresowany jest do różnych grup odbiorców – do widzów kinowych i telewizyjnych, do pasjonatów kina, a także do profesjonalistów.

Wyniki konkursu tutaj:  

Republikacja recenzji  na poratfilmowy.pl tutaj: 
 


1 komentarz :

  1. Jutro zobaczę ten film na własne oczy - już nie mogę doczekać się tej chwili.

    OdpowiedzUsuń